Wpisy
Słonko za oknem, piękny dzień, uśmiech na twarzy, muza w tle po wczorajszej próbie http://www.youtube.com/watch?v=W1RtmJxLf8s, długi weekend na działeczce, wszystko zaplanowane, w robocie jest miło, miły post z rana ( thx Marta ) i od razu banan na twarzy. Skuterek odpalony w końcu nie stoje w korkach :) Cóż chcieć więcej ?
Drugiej osoby, z którą mógłbym to moje zezowate szczęście dzielić....
Wlanie wrocilem z konferencji. Od razu sorry za bledy orto ale to jest moj pierwszy tekst na ipadzie. Ogolnie nigdy nie pisalem wiecej slow niz w smsie ale tym razem nie chce mi sie odpalac laptopa a poza tym jestem zbyt bardzo wciety po paru niezlych drinach sponsorowanych przez jednego z moich dostawcow. Konferencja jak konferencja, duzo ciekwawych ludzi itp. Wieczorem imprezka , gral Zakopower, ogolnie fajnie ale bez szalu, bywalem na lepszych. Zreszta fakt ze wrocilem o 22:20 nie swiadczy o niczym dobrym, nie waznie nie o tym chcialem pisac. Patrzylem sobie przez pewien czas na ludzi a przedewszystkim dziewczyny/kobiety. Nie wiem dlaczego, wroc chyba wiem, ale jezeli kobieta jest ladna i wie o tym fakcie to to wykorzystuje albo zachowuje sie jak .... sam nie wiem kto, nawet ciezko mi takie kobiety porownac. Monika mi mowila ( bo sama taka jest) ze niektorzy nawet sie boja podejsc i zagadac a jak juz zaczna to nikle ich szanse.
W koncu na laptopie, od razu zcuje rozniece i ten dotyk prawdziwych klawiszy. Wybaczcie mi dzis szczegolnie znaki interpukcyjne, ortograficzny i rozne pomylki bo jestem lekko/mocno wciety.
Wracaj do tematu ladnych dziewczyn, sorry moze dokoncze jutro watek ale chce mi sie spac.
kolorowych snów.
Jak w taki piękny dzień ktoś potrafi zepsuć humor. Niby nic się nie stało a jednak humor już nie ten co z rana. Niby wszystko w porządku a jednak nie. W mojej głowie siedzi chyba za dużo dziwnych myśli, wyobrażam sobie nie wiadomo co i mam nadzieję ( nie myślę oczywiście o mojej żonie ) nie wiadomo na co. Jak łatwo spaść z chmur na ziemie i znowu stać się realistą. Chyba nie rozumiem kobiet, tak generalnie, bo ostatni weekend pokazał co innego. Jednak są kobiety z którymi umiem dogadać się bez słów i miło spędzić wieczór, co więcej nawet jak Ona nie tańczy ja potrafię się świetnie bawić z jej koleżanką. Wiem jedno- w jeden wieczór nie da się nadrobić zaległości z 5 lat. W kilku słowach opisałem 3 kobiety, każda z innej bajki i na każdej mi zależy ale w inny sposób. Na co się zdecydować jeżeli serce mówi zrób to a rozum mówi nie pakuj się.
Zresztą znowu nie ma się gwarancji czy się nie pakuje w coś czego później będę żałował albo marnował czas. Wczoraj przed zaśnięciem doszedłem do wniosku, że moja psychika jest już zmieniona być może spaczona pod kątem kobiet, ale cały czas próbuje im zaufać. Jednak jak w życiu nie można każdej.
Jak zrobić aby stać się chujem, który myśli tylko o sobie i wyłącza wszystkie uczucia, rozum i dba tylko o swoje interesy i tak aby jemu było dobrze. Ja na razie nie potrafię niestety a o ile łatwiej by było gdybym to umiał. Chyba za dużo myślę, analizuję i wyobrażam sobie co do niektórych, no cóż taki life.
update 10:57
Dziś znowu mam jakiś gorszy dzień, chyba każdy tak ma, że raz jest słonko a raz pada deszcz. U mnie dziś mży. Nie chce mi się znowu pracować i nic nie robię. Poranna rozmowa oschła i nic nie wnosząca. Każdy podąża w swoim kierunku. Dziś jedynie kawa bez cukru smakuje. Wieczorem kolacja służbowa a nie chce mi się iść, a tak się jarałem nią. Pójdę przynajmniej w metrze sobie popatrzę na ludzi. Ostatnio jak wracałem nocnym było miło, mogłem się rozmarzyć i po obserwować ludzi. Dawno tego nie robiłem. Każdy ma jakieś plany - ja na razie nie mam, a też chce mieć. Wkurwia mnie to.
Po pierwsze darujcie mi znaki interpunkcyjne czy jak je zwal, kazdy wie o co mi chodz: ą,ę, ó,ż,ź i inne pierdoly specjalnie tylko dla polskich obywateli. Jebac to, nie sek w tym.
Tak sobie siedzie wieczorkiem 21:15 przed Tv i ogladam ocean's fithreen, jeden z moich ulubionych filmow, jak cala ta seria. Niewazne. Mysle sobie o pokusach jednoczesnie, a natchnelo mnie mamy sernik. Mama wczoraj zrobila cala blache i oczywiscie jej sie super udal i jest pyszny. Ja jednak nie bardzo go jadlem i sprobowalem tylko kawalek wczoraj, ale taki malutki kawalczek na jeden gryz, aby potwierdzic moich rodzicow rekomendajce. No i oczywiscie mieli racje, pyszny :) Jak na kazde swieta nie jestem przejedzony i pomimo tych wszystkich pysznosci na stole ja pomimo wielkiego apetytu i braku sniadania pochamowalem sie. Nie minie jednak o godz. 20:45 jak polozylem z goraczka Matiego mialem ochote na co nie co jak maly Misio. W koncu pokusilem sie na ten sernik, choc maly kawalek to zawsze jednak, o 21:00 nie najlepiej wbijac do buzki sernik. Ale to jest dopiero poczetek..
Tak sobie mysle, ze kazdego dnia na kazdego z nas czycha wiele pokus, od pieprzonego sernika, po papierosa, lub po nowa znajomosc, nowe sex etc. Niestety nie kazdy jest na tyle silny aby nie ulec tej a jakze mocnej pokusie. Co prawda kazdy z nas ulega codziennym pokusom, po kawaleczeku czekolady lub czipsa ( i tu mi sie przypomina scena z filmu, kurwa nie pamietam teraz tytulu ale zaraz powiem wam o jaki film chodzi i kazdy bedzie wiedzal. Kilka scen z tego filmu , ktorego tytulu teraz nie pamietam, rezyser: chyba Koterski; występują: Marek Konrat i ten zjeb Misiek Koterski. Kilka scen: w wagonie, dziecko wpieprza czipsy i co chwile czestuje gruba matke a ta napierdziela do syna: Ostatni kochanie, Ostanie. i co gorsza opierdziela razem z nim cala paczke. albo druga scena film, ktory kazdy rozpozna tylul po tej scenie: Nie ma chuja we wsi tatus postawi najlepszy kaptur czy jakos tak. Ogolnie glowny bohater oczywiscie Marek Kondrad byl nauczecielem, ktoremu wszystko przeszkadalo, i mieszal herbate 3 razy w lewo i 3 w prawo. Niewazne nie o tym chcialem pisac.
Pokusa spotyka kazdego z nas kazdego dnia i nikt kogo znam nie powie mi ze ma silla wole i jest w stanie oprzec sie pokusie. Tak samo Mona, Jacek i ja. Mona z Jackiem to wiadomo o co chodzi. Ja wlasnie zapalilem papierosa, ktory wg. mnie jest najwieksza moja zmora i maja pokusa, ktora chce rzucic, ale nie wiadomo z jakich przyczyn nie moge. Koncze pisac pomimo ze nawet nie rozpoczalem tematu pokusy, wlasnie zaczynam ogladac film" Bokser" na TVN. Pewnie nie dokoncze tego watku pokusy ale kazdy wie, ze kazdy walczy w pokusa. Ja wiem jedno: nie ulegl bym pokusie obcje kobiety bedac w zwiazku, czy to z Monika czy w kazdym innym. Nigdy nie zdradze, bo wiem jak to mocno boli...............
Dziś jest nasza 5 rocznia ślubu :) Było cieplej niż dzisiaj, przynajmjniej tak mi się wydawało, dla mnie było ciepło jak w Dubaju. Moje serce całe jej, Ona cała moja i na odwrót. Było mineło.
Z naszą rocznicą chuj, teraz moją rocznica i ich będzie 20 sierpnia od kiedy poszli do lozka, albo ja o tym wiem, byc moze wczesniej, mi napewno o tym nie powiedza. Oby byli szczesliwi a przede wszystkim Mona, chodz z drugiej strony wszysko mi jedno, najwazniejsze aby moje/nasze dzieci byly w miare szczesliwe i zadowolone. Bo szczesliwe to one nigdy niebeda. To wie, dzieci bez ojca nie moga byc szczesliwe i nikt kurwa nikt nie zaspapi im ojca.
Wczoraj byłem u psychologa a raczej Pani psycholog. Opowiedziałem o wszystkim także o nowych okolicznościach jakie się pojawiły 30.03. Diagnoza - nie musi Pan już więcej do mnie przychodzić i proszę odwołać kolejne nasze spotkania, nie mam Panu jak pomóc. Dodatkowo stwierdziła, że na 100% nie mam ADHD. Tak sobie myślę a propos ostatniej książki jaką przeczytałem o ADHD u dorosłych - jak z tym żyć i wszystko co w tej książce identyfikowało mnie i utożsamiałem się z tymi problemami. Może jakiś pierwiastek mam z tego ADHD tak jak Mati ale jesteśmy obaj zdrowi, taki po prostu mamy charakterek i ekspresję :) Mi to pasuje i nie będę się zmieniał bo dobrze mi ze sobą takim jakim jestem. Oczywiście wiem nad czym muszę popracować i będę to robił ale nie oznacza to, że jestem takim jak mnie Monika ocenia. Być może jej moja osobowość nie odpowiada - mi tak. Być może kiedyś ktoś się znajdzie, któremu mój charakter będzie odpowiadał i będzie mnie akceptował takim jakim jestem. Nie wiem czemu ale po wyjściu z gabinetu jeszcze bardziej dostałem wiatru w moje żagle i dała mi siłę siłę. Nie wiem co to za siła ale wiem, że jest i mogę wszystko. Dodatkowo co za fajne uczucie widząc, że budzę jeszcze zainteresowanie innych kobiet, które uśmiechają się do mnie zalotnie i ekponują swoje piersi jak by miały mnie zjeść. Coś pięknego :)
Fajnie być znów sobą !!!!!
Nie wiem czemu, ale gdy byłem w związku zatraciłem to wszystko z czego byłem znany i lubiany: swoja męskość ( jaka by ona nie była ), moje pozytywne spojrzenie na świat, dowcip, elokwencję ( również jaka by ona nie była ) i pozytywne nastawienie na życie i świat. Być może Mona ma rację, że ja jestem wciąż małym chłopcem i nie dorosłem jeszcze do dorosłego życia. Ale wiem jedno, nie zamierzam się zmieniać ponieważ MI jest bardzo dobrze jak jest i lubię siebie.
30 marca, tydzień czasu minął jak się dowiedziałem o zdradzie. Znowu nie wiem jak zacząć, zawsze chyba najgorzej jest zacząć. Nie wiem jak to opisać ale od wczoraj mój stan ducha się zmieniło o 180 stopnii i od dwóch dni jestem szczęśliwy - przynajmniej mi się tak wydaje. Mam ciągle uśmiech na twarzy, wszystko mi się chce. Podobne uczucie jak miłość, tylko brak motylków w brzuchu. Nie czytam Waszych historycznych maili i czatów. Jak to możliwe że jeszcze we wtorek tak z Tobą rozmawiałem przez telefon Monika a od czwartku jest inaczej. Tak jak pisałem chyba ten mój mail do Ciebie dał mi jakiś wewnętrzny katharsis i wszystko co miałem napisałem lub powiedziałem. Teraz ten rozdział chciałbym zamknąć i rozpocząć nowy. Boję się jednak to co mam w tyle głowy, że to jest chwilowe i doły i pesymistyczne myśli powrócą ze zdwojoną siłą. Wczoraj kumpel przez telefon mi powiedział: " jest imprezka jest i kac" i coś w tym jest pewnie przyjdą te gorsze dni. Pomimo, że tak może nastąpić chyba warto korzystać z mojego obecnego stanu ducha :) Co lepiej mam bardzo pozytywne nastawienie do świata, w robocie rozkminiam tematy jak dawniej a nawet jeszcze lepiej, ludzie się dziwią i nie wiedzą o co chodzi a ja prawie latam. Zobaczymy jak będzie jutro ?
Co dalej, Mona-Jacek
Pisałem do Ciebie Jacek tego mojego maila i chyba coraz bardziej się przekonuje, że był on na max'a szczery i gdybym dziś go pisał był by taki sam. Pomimo tego jak się stało i rozpoczeła się Wasza znajomość, mam nadzieje, że Wam wyjdzie i będziecie szczęśliwi. Z tego co mi mówiła Mona jesteś gość OK a wiem, że Ona nie wybiera złych ludzi, przykład -> patrz na mnie :) Żart oczywiście :) Ciesz się i czuj,że wygrałeś 6 w totka bo tak właśnie jest. Ja też ją wygrałem tylko, że szybko wydałem. Ty bądź bardziej rozmyślny i rozłóż wydatki na całe życie :) Naprawdę życzę Wam szczęścia.
Bardzo się ciesze, że dogadujemy się wspólnie co do opieki nad dziećmi i jesteśmy flexibility, bardzo mi to odpowiada. Teraz Mona czuje, że rozwód to będzie formalność a po nim pójdziemy na kawę.
Tak sobie myślę, że gdybym zaczął brać te psychotropy, które wykupiłem to kiepsko by było. Min. pół roku na jakiś prochach z ogromną ilością skutków ubocznych. Dramat.
Mój dzisiejszy horoskop " To czas uzdrawiania. Jesteś gotów do uzdrawiania zarówno siebie samego, jak i swoich relacji z otoczeniem, zwłaszcza z rodziną."
Chyba coś w tym jest.
Cieszcie się ze mną jeżeli możecie :)
Jak dziś rozmawialiśmy przez telefon Mona powiedziała, że jestem dzieciakiem. Być może tak ale czy jest coś w tym złego ? Nie wiem czemu, ale odżyłem. Ojcem jestem dobrym, nie zaniedbuje dzieci, więc co z tego, że jestem dużym dzieckim ? Każdy po trochu jest. Pewnie trochę prawdy w tym jest, być może nie dorosłem do dorosłego życia ? Sam nie wiem. Cieszę się jak dziecko, że zapisałem się na prawko kat. A i może w tym albo w przyszłym sezonie będę śmigał na moto. Pamiętam jak w zeszłym sezonie kupiłem skuter, banan na twarzy non stop i taka radość z takiego gówienka. Szok !!!
Od piątku chodzę bez ręki !!! Dlaczego ? A no dlatego, że wszyscy mi mówili i podejrzewali że Monika kogoś ma i mnie zdradza. Ja zaprzeczałem i mówiłem, że nigdy w życiu. Z czasem coraz bardziej ta myśl chodziła mi po głowie. Od piątku mam niestety dowody na moją omylność, dlatego jestem bez ręki. Oszukiwała mnie od 20 sierpnia, kiedy to pierwszy raz poszła z nim do łóżka. 7 miesięcy ciągłych kłamstw, kombinowania jak się z nim spotkać w czasie gdy ja siedziałem z dziećmi w domu albo z dzieckiem. Delegacje, moteliki, hoteliki, dzierżążnia i prawdopodobnie wiele więcej o czym nie wiem. Za każdym razem jak będę przejeżdżał przez dzierżążnie pomyśle sobie o nich. Żal i ból jaki teraz mam jest nie do opisania. Jacek ty pewnie wiesz co ja teraz przechodzę. Kiedyś już to pisałem że prawdopodobnie tak jest że czym bardziej kochało się daną osobę tym jest większy ból. U mnie jest druzgoczący. Teraz wiem, że czuł bym się o wiele lepiej gdyby mi powiedziała od początku, w sierpniu że to koniec. Ja zawsze wychodziłem i nadal tak twierdze, że najpierw trzeba zakończyć jedną sprawę a dopiero później rozpoczynać nową. Tak samo mówiła Monika a zrobiła wręcz przeciwnie. Ciągłe kłamstwa, że nikogo nie ma i to zapieranie się do końca w samochodzie nie świadczą dobrze o Niej. Może to i dobrze bo sobie ją wyidealizowałem a teraz wiem jaka Ona jest naprawdę. Wiem, ja też nie byłem święty i obwiniam także siebie w pewnym sensie, ale nie można w dalszym ciągu jak Ona twierdzi obwiniać tylko i wyłącznie mnie i wmawiać mi, że Jacek nie miał z naszym rozpadem nic wspólnego. To nie jest fair. Jeżeli ciągle się myśli już o nowej osobie jak zresztą pisała to chodź bym nie wiem co robił to już jestem przegrany. Każdy mój gest inny od jego i moje zachowanie inne od jego było mi wypominane, teraz to wiem. Ciągle mnie porównywała do niego i mówiła mi rzeczy, które z nim robiła i pytała dlaczego ja tak nie mogę sie zachowywać ? Wtedy nie kojarzyłem o co chodzi teraz wiem.
Życzę Wam miłego wspólnego życia, niemniej jednak mam do Was pretensje. Do Moniki za 7 miesięcy kłamstw, do Ciebie Jacek za to że sam to przechodziłeś i wiesz jak się teraz ja czuje a mimo to skorzystałeś z okazji i poszedłeś z Nią do łóżka w sierpniu. Teraz może to jest i miłość i tylko Wy to wiecie ale wtedy jej nie było. Mimo to, nie życzę Ci tego żebyś to jeszcze raz przechodził. Pomyśl nad tym jak byś się czuł jakby Monika teraz czy za rok Tobie takie coś zrobiła ? Wył byś do księżyca jak ja teraz.
Najgorsze jest fakt, że Monika nic w tym złego nie widzi i nadal obwinia mnie za wszystko. Chore jakieś !!!!
Kiedyś napiszę o tym książkę.
PS. Będzie bestsellerem
Chce zacząć pisać ale serce wali mi jak szalone nie mogę poskładać myśli. Cały czas o Nich myślę. Pitek ogląda baję i pije mleczko i tylko słyszę "chcę do tatusi" :) Uwielbiam go. Pije mleczko zszedł z fotelika i przyszedł do mnie na łóżeczko, położył się na moim ramieniu i pije sobie tak mleczko. Kocham go nad życie i Matka też ich obu Kocham. Myślę, jak Monika jedzie samochodem i rozmawia z Jackiem. Zazdroszczę mu, bo teraz przed nim najlepsze chwile życia, wróć nie chwile - może całe życie. Najlepsza półówka życia biorąc pod uwagę, że pierwszą już przeżył. Tak bardzo chciałbym być Jacek w Twojej sytuacji. Jak czytałem to wszystko to wiem, że między mną a Moniką takiego czegoś nigdy nie było nawet na początku kiedy obydwoje byliśmy w sobie bardzo zakochani. Nawet nie wiem, kiedy staliśmy się sobie obojętni, może nie obojętni ale coś w nas przestało być, każdy poszedł w swoją stronę i szara rzeczywistość do nas zawitała. Chciałbym powiedzieć, nie ważne było mineło, ale jakoś nie mogę. Pomimo codziennych kłamstw, które łykałem jak młody pelikan czułem, że jest szansa na uratowanie naszego związku a może raczej przedłużenie go to tyle. Czytając Was wiem, że nigdy bym tego nie dał Monice. Zobaczymy jak będzie między Wami za parę lat ? Czas pokaże.
Wczoraj byłem z siebie bardzo dumny, że z takim spokojem i opanowaniem z każdym zdaniem udowadniałem Monice zdradę. Ona mówi, że to nie zdrada tylko początek czegoś nowego, szkoda, że nie miała odwagi zakończyć starego. Moim zdaniem tak się nie robi. Często próbuje ją usprawiedliwiać i
Codziennie rano budząc się myślę co porabia, czy już wstała i ogarnia służbowe obowiązki, co myśli, czy pije kawę. Ciekawe kiedy wstanę rano i nie będę o niej myślał, myślał w każdej wolnej chwili. Inaczej bym powiedział myślę o Niej w każdej chwili są tylko chwile kiedy o Niej nie myślę, cały czas ciepło , miło z utęsknieniem.
Jej głos
Jej głos przez telefon jest taki niesamowity, nawet nie wiem jak go opisać, wiecznie spokojny i miły. Można by go było słuchać godzinami jak opowiada. Przepiękny.
Chciałem napisać już kilka razy ale zawsze kończyło się to kasowaniem nowego postu. Nie wiem dlaczego ale tak mam, że czym bardziej się staram tym mniej mi wychodzi. I tak jest poprawa bo już nie biorę żadnych leków uspokajających. Jednak nie śpię prawie wogle i przed i w trackie zawsze myślę/śnię o Niej. Analogicznie jest jak się budzę, zresztą cały czas o Niej myślę. Jednak też widzę jak bardzo jest Ona zdesperowana na rozwód i tkwi w tym przekonaniu,że będzie tylko lepiej. Ja w to wątpie. Tak samo uważam, że dzieciom nie będzie lepiej jak będziemy oddzielnie. Pomimo, że co do dzieci to wg. mnie nie mamy sporów. Dziwne bo ja cały czas uważam, że moglibyśmy być jeszcze dobrym małżeństwem i są szanse dla Nas, ale jak jedno nie chce to nie ma bata aby to zadziałało. Być może się łudzę i nie chcę się z tym rozwodem pogodzić traktując to jako własna porażkę. Być może trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować Teraz sytuacja jest napięta i każde nasze spotkanie kończy się tak samo. Być może jak byśmy dali sobie trochę czasu oddzielnie w separacji to może by z tego coś było, a być może właśnie przeciwnie. Jeżeli Monika mnie nie kocha rzeczywiście nie ma już na co czekać i odwlekając to co nieuniknione przeciągamy własne cierpienia. Głupi już jestem w tym wszystkim i gubię się sam ze sobą. Z jednej strony chce walczyć i próbować z drugiej strony widząc zdecydowanie Moniki topnieją jakiekolwiek szanse na poskładanie wszystkiego w całość.
Jakie to życie potrafi być przewrotne tak ogólnie mówię, raz na szczycie raz na dnie. W niedziele były urodziny mamy i obiad rodzinny. Wszystko pięknie podane jak zawsze no i oczywiście pyszny obiad, ale jakoś kiepsko się czułem bez Niej w towarzystwie mojej rodziny, być może dlatego że nie wypiłem ani kieliszka to też dziwne. Pierwszy raz na imprezie rodzinnej nie umoczyłem ust w alkoholu. Mówi się, że rodziny się nie wybiera i to jest prawda. Ostatnio wszyscy mnie denerwują, nie mogę znaleźć wspólnego języka z Mamą ani Tatą. Z Tatą to już wogle a kiedyś był dla mnie wzorem. Słyszę czasami jak mnie w sypialni obgadują i przykro mi jest. Czuje się, że zostałem z tym wszystkim sam a najgorsze jest to że nie mogę się Jej wyżalić bo nie chce mnie nawet słuchać a ja już też nie chcę Jej zawracać głowy swoimi problemami jak by miała swoich mało i jeszcze mnie na głowię. Paranoja jakaś, ale ciężko jest się odzwyczaić kiedy przez 5 lat mojego małżeństwa była najważniejszą osobą na której zawsze mogłem polegać i zwierzyć się. Teraz mam kumpli ale widzę, że każdy mierzy Monikę swoim spojrzeniem i nikt obiektywnie nie umie tego ocenić co jest między nami. Wiem, że każdy z nich próbuje mi pomóc uporać się z sytuacją ale nikt nie wie jak jest naprawdę, bo nawet choćby jak im mówię, niektóre sytuacje to każdy mierzy swoją miarą i taka jest generalna prawda. Tylko ja i Monika wiemy jak było i jak jest, tylko że taka jest różnica, że każdy z nas ocenia to inaczej i widzi przez inny pryzmat. Kobieta vs. Męższczyzna a może raczej dziecko płci męskiej. Sam już nie wiem, może ja nie dorosłem do normalnego życia z kobietą, dojrzałą kobiętą ? Chyba sam już sobie wmawiam to chodź nie do końca w to wierzę. Wiem, że jak chce to potrafię być dobrym człowiekiem, wiem to.....
Weekend spędziłem z dziećmi, najpierw u moich rodziców sobotę i kawałek niedzieli a później pojechałem do siebie tzn. do Moniki mieszkania oczywiście razem z dziećmi. Niestety, ale nie mogę powiedzieć że był to udany weekend. Jedno słowo które mi przychodzi na myśl to masakra. Cały czas płacz, jak nie jeden to drugi, ryk, wiecznie słyszę tylko nie i nie. Dzieci nie chciały zasnąć po obiedzie ( gdzie co weekend był to rytuał) i każdy z nas dorosłych miał 1,5-2h na inne zajęcia. W tym czasie zaplanowałem prasowanie a miałem tego trochę. Oczywiście dzieciaki nie zasnęły a ja nie skończyłem prasowania. Apropo prasowania, chyba zmienię swoje przyzwyczajenia do ubioru służbowego ponieważ prasowanie koszul to jakiś koszmar. Narazie z 10-15 minut schodzi mi się nad jedną koszulę, nieważne. Możecie mi uwierzyć, ale takich dzieci jak ja i Monika mam to jeszcze nie widziałem. Oczywiście są kochane i wspaniałe, ale są też perfidne, wyrachowane, cwane i złośliwe czasami. Wczoraj z bezsilności płakałem jak bóbr. Nic nie mogłem zrobić nie miałem siły aby co chwilę je uspokajać, co chwilę się biją, kopią i żadne próby uspokojenia ich, kary nie skutkują. Pitek i Mati źle na siebie oddziaływują i mają zły wpływ na siebie czasami oczywiście. Dopiero wieczorem nastał względy spokój na 30 minut przed kąpaniem. Zobaczymy jak będzie dzisiaj. Już boję się je odbierać z przedszkola. W robocie też atmosfera i moje obowiązki przytłaczają mnie coraz bardziej. Coraz z mniejszą ochotą tutaj przychodzę, powiedziałbym nawet że z musu bo z ochota to przychodziłem parę lat temu. Nie wiem jaki będzie finał tego wszystkiego ale raczej rysuje się cały obrazek w czarnych barwach. Wiem, że nie mogę już dzwonić do Moniki i się jej zwierzać, jak to robiłem wcześniej. Ogarnia mnie codziennie przygnębienie jak wychodzę z pracy, ponieważ wcześniej pierwsze co robiłem to sięgałem po telefon w samochodzie i rozmawiałem z nią o sprawach bieżących i tych mniej. Teraz jak dzwonię to słyszę w głosie irytacje i zniecierpliwienie. Skończyło się na dobre. Teraz wymieniamy tylko informacje nt. dzieci i ich opieki. Dzisiaj w poczcie znalazłem jakiś stary (z 4.stycznia 2011) czat, w którym Mona pod koniec pisze, że mnie kocha. I myślę, że wtedy mnie jeszcze kochała. Dokładnie rok temu. Co ja bym dał aby cofnąć ten rok. Z dzisiejszym bagażem doświadczeń byśmy byli najszczęśliwszą parą na świecie, tak sobie myślę. Na pewno był by obiad i deser Monika. Niestety czasu się nie da cofnąć.
Tak sobie myślę na temat nazwy bloga i wtedy jak był mój pierwszy wpis ( teraz 90% wpisów skasowałem w przypływie złości i nie chcę ich już tu umieszczać ) czułem się zraniony. Co prawda najgorsze jeszcze nie nadeszło a już czuję się jakby przeze mnie przejechał walec. Pewnie, że czuję się zraniony, jak cholera, jak by mi ktoś wbił nóż w serce, gdzie jednego dnia tracę wszystko na czym mi zależało, chodź wiem, że ten nóź po części sobie wsadziłem sam. A teraz ja jestem sam i Monika jest sama. Ja wiem, że tak jest źle i będzie jeszcze gorzej. Monika twierdzi, że tak jest o wiele lepiej dla nas i wreszcie jest szczęśliwa. Po czasie zobaczymy kto miał racje. Znając ją - pewnie Ona.
Wczoraj patrzyłem na nasze zdjęcia, które stoją na półce z sesji kiedy Mona była w ciąży z Pitkiem. Tak sobie patrzyłem na jej zdjęcie z biało-szarej czapce z tymi pięknymi oczami. Co mogę powiedzieć, piękna jest i tyle. Ktoś będzie miał niesamowite szczęście będąc z Nią. A jak Ona jeszcze go pokocha to już człowiek będzie z 7 niebie. Ja byłem ale nie umiałem docenić tego co mam i straciłem swoją szansę a drugiej mieć nie będę. Niech to szlag jasny trafi.
Jesteśmy teraz na etapie uzgadniania treści pozwu rozwodowego. Szczerze mówiąc jest to nie lada wyczyn zachowując spokój, uzgadniając go w taki sposób aby był akceptowalny dla obu stron jednocześnie zachowując kulturę, prawa i obowiązki mniej więcej sprawiedliwe dla obu stron. Niestety nie ma tak aby rozwód był sprawiedliwy, każda strona przegrywa. Chodzi mi o to że nie ma takiej możliwości aby zapisy w planie opieki nad dziećmi były tak szczegółowe aby były sprawiedliwe. Rozwód z natury jest niesprawiedliwy a jak się do tego jeszcze dołoży świadków, alimenty, podział obowiązków i opieki nad dziećmi a nie daj Boże udowadnianie winy to już wogle można zapomnieć o czymkolwiek sprawiedliwym. Czy miał ktoś z Was tak, że tak źle i tak nie dobrze, tzn. że razem z żoną/mężem jest źle a bez niego jeszcze gorzej ? Taki toksyczny związek ? jak go nie ma to się tęskni a jak jest to irytuje, denerwuje i czeka się aż druga osoba pójdzie spać albo gdzieś wyjdzie z pola widzenia. My tak mamy a raczej ja tak mam od paru tygodni, bo Monika to już od dawna no i brakuje jej tej tęsknoty jak mnie nie widzi. Ja z kolei mam tak, że bardzo za Nią tęsknie jak jej nie widzę a jak już się spotkamy to po chwili mnie denerwuje czuje że jestem zdenerwowany, napięty. Od jakiegoś czasu tak mam to pewnie przez ten cały rozwód i napiętą atmosferę.
Wiem jedno, że o miłość trzeba dbać cały czas i pielęgnować ją a MY tego nie robiliśmy. TakMY a nie tylko JA.
Kolejny piątek w pracy. Na noc nie zjadłem tabletek na sen i o 3 nie spałem tylko przewracałem się z boku na bok myśląc i analizując. Żałowałem że nie wsadziłem do paszczy tabletki, dzięki której i tak nie śpię i budzę się nad ranem ale to co dzisiaj miałem nie biorąc jej było jakąś masakrą. Będę brał, mówię jak jakiś ćpun. Tabletki które dostałem od psychiatry mam już wykupione ale na razie boję się ich wziąć. Leżą i czekają na swój czas, może nie nadejdzie. Rana w pracy jak pojawił się mój manager po 15 minutach drżenie rąk i serce szybko bije, wziąłem 3 uspokajające może przejdzie i się uspokoję. Chyba zaczynam powoli się od nich uzależniać, chodź to tylko ziołowe leki.
Wiecznie mam nieodparte uczucie, że ze mną jest coraz gorze, coraz mniej sobie radzę z najprostszymi sprawami. Co to dopiero będzie jak będzie sąd i sprawa o separację z sędziną.
Przeglądam zdjęcia - nasunęła mi się jedna myśl - Monika jest świetną matką.
Tak sobie myślę, jak życie potrafi być przewrotne. Jeszcze 2-3 miesiące temu moim największym zmartwieniem było allegro oraz to jaki zegarek/telefon/ czy samochód sobie kupię. Zastanawiałem się nad Samsung Galaxy SII i czy go kupić czy nie, czy kupić używany czy może nowy. Ogólnie wiedziałem, że nie układa się między nami i nie jest najlepiej ale myślałem, że to przejściowe kłopoty albo po prostu się do nich przyzwyczaiłem i myślałem, że życie takie jest po prostu. Jakże szybko Monika wyprowadziła mnie z błędu i sprowadziła na ziemię. Któregoś dnia obudziłem się u rodziców rozpakowany z 2 średnich toreb i jednej średniej walizki. Nagle wróciłem do rodziców do tego samego pokoju tylko trochę mniejszego dzięki nowej szafie ( w której mam nie wiele miejsca na swoje rzeczy), po 5 latach małżeństwa i 6,5 rocznej znajomości. Czyż życie nie potrafi być przewrotne ? Teraz wymieniamy się nowymi wersjami pozwu o separację oraz podziałem opieki nad dziećmi. Ustalenia i podział wydają się sprawiedliwe dla obu stron. Niemniej jednak niesmak pozostaje i wspomnienia, które we mnie cały czas są , są tylko pozytywne i staram się nie pamiętać tych mało przyjemnych. Monika ma na odwrót, nie pamięta tych pozytywnych ( a może ich nie było z jej punktu widzenia, albo bardzo dawno) a zwraca szczególną uwagę na te negatywne, których w ostatnich 2,5 roku wg. Niej było zdecydowanie więcej negatywnych niż pozytywnych. Dziś przeglądałem sobie zdjęcia na picassa web i aż ciężko mi uświadomić sobie, od kiedy zaczęło się robić źle. Szczerze to chyba do teraz nie jestem tego pewien.
Sam nie wiem co o tym myśleć. Monika tak jak ustaliliśmy, przed sądem będę podtrzymywał nasze stanowisko i nie zmienię go, jednak wiedz, że w głębi serca nadal Ciebie Kocham i chce w przyszłości dać sobię szansę na stworzenie rodziny jaka byliśmy przed urodzeniem się Pitka. Chcę, żebyś mnie jeszcze kiedyś pokochała i była szczęśliwa jak kiedyś. Czy nam to wyjdzie czas pokaże, chodź z drugiej strony jestem też realistą i wiem, że jak coś postanowisz to klamka zapadła i ewentualny przyszły powrót do siebie jest prawie nie możliwy. Bo ludzie się zmieniają i my także się zmieniliśmy a co będzie później tego nikt nie wie. Może Ty kogoś poznasz i się zakochasz, może ja ? Najgorsze czego się boje to to, że jeszcze raz będę przeżywał to wszystko podczas rozwodu. Wiem, że dla Ciebie cała ta sytuacja nie jest także łatwa, bo dla mnie zdecydowanie nie, powiedziałbym nawet bardziej szczerze, że radze sobie z nią, podając chodź by przykład moich faz zmienności, braku możliwości trzymania się wcześniej ustalonego zdania. To jest wynik stresu oraz chwiejności moich myśli i uczuć.
Przykro mi, że życie musi nas tak doświadczać i testować.
Mam jednak nadzieję, że uda mi się zachować twarz i resztki własnej godności i uda nam się rozstać za porozumieniem stron i będziemy mieli wspólny kontakt w dobrej atmosferze. Tego sobie i Tobie życzę na dzień Kobiet. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, chodź w tej sytuacji to trochę banalnie brzmi.
Tak mi się jeszcze nasuneła pewna myśl, ostatnio biorę codziennie leki uspokajające w 2-3 razy większej dawce niż dozwolone, co prawda to leki ziołowe więc nie spodziewam się odlotu ale to zawsze pudełeczko na 3 dni. Nie mniej jednak jestem w jako takim stanie po przebudzeniu jak wezmę 3 tabletki, w pracy około 10 kolejne 2 i czasami po południu kolejne 2-3 sztuki. Wczoraj miałem bardzo ważne spotkanie z Zarządem i naszym głównym klientem biznesowym. Zastępowałem swojego managera, który zapija się czeskim piwskiem i świeciłem za niego oczyma, okłamując ich i wciskając ciemnotę, której prawdopodobnie nie kupowali co do realizowanych projektów. Po spotkaniu tak mi się ręcę trzęsły, że przez 30 minut siedziałem przed monitorem i patrzyłem się głupio w monitor nie móc nic przeczytać. Dlatego postanowiłem wykupić leki psychotropowe, które przepisał mi psychiatra, bo mi się niedługo kończy ważność recepty. Zobaczymy czy jeszcze je będe brał bo dziś się lepiej trochę czuje, może to po tej tzw. spokojniejszej rozmowie z Moniką. Ogólnie ciężka decyzja o rozpoczęciu kuracji psychotropami zważywszy na fakt, zę trzeba brać je ok 6 miesięcy, a jest całkiem prawdopodobne że w tym czasie doczekam się operacji nosa ( prostowanie przegrody narazie). Pomyślimy.
Wczoraj w łóżku kilka razy Mateuszek spytał się mnie dlaczego nie mieszkam z nimi. Nawet nie wiedziałem co odpowiedzieć. Tak mi jest przykro i nawet nie wiem co mu mam odpowiedzieć. Wiem, że Mati czuje że nie jesteśmy już razem i nie jest tak jak dawniej. Mati jest taki kochany i zaskakujący swoją elokwencją i inteligencją i wie więcej niż my myślimy, że wie. Jak wytłumaczyć dziecku, że rodzice nie są już razem i nie będą ze sobą mieszkali ?
Moja miłość którą kocham i wiem to i nie wmówisz mi że tak nie jest idzie dziś na rozmowę w sprawie pracy. Znając ją zrobi oszałamiające wrażenie i dostanie tą robotę bo jak nie Ona to kto, a nawet jak nie to ich strata nawet nie wiedzą co stracą. Szczerze mówiąc to nie znam nikogo oprócz niej takiego jak Ona, no może Zbiróg by się jeszcze nadawał na to stanowisko bo ma też niezłą gadanę i bajer opanowany. Kurwa ale zjebałem . Kocham Ciebie Monika i na razie nic tego nie zmieni. Chciałbym Ciebie znienawidzić, wtedy było by mi łatwiej to wszystko przeżywać, ale tak nie jest. Naprawdę wierzę w to że moglibyśmy być prawdziwą kochającą się rodziną jak z obrazka, cały czas w to wierzę. I wiem, że ty też tak myślisz czasami. Gdybyś chciała tylko spróbować mogłabyś być szczęśliwa. Nie sądzisz, że warto ? Myślisz, ze życie w pojedynkę będzie lepsze? Albo z innym partnerem ? Tak bardzo pragnę Cię przytulić, pogłaskać, że aż mi się płakać chce jak o tym myśle siedząc w pracy. Złamałem Ci serce wiem to, teraz Ty łamiesz mi. Chodźmy razem do poradni, dajmy sobie szansę, błagam !!! Nie przekreślaj mnie i nie zmieniaj na lepszy model. Nie chce być tylko weekendowym tatą i nie chodzi mi to u to że będę się dziećmi zajmował tylko w weekend. Nie chce żyć oddzielnie jedynie wspólnie wychowując dzieci.
15:50
Nie wybaczę sobie zmarnowania Twojej miłości do mnie nigdy w życiu. Jesteś 1/3 mojego życia a pozostałe 2/3 to Pitek i Mati. Każda sekunda mojego życia bez Ciebie nie ma sensu i w każdej mojej minucie Jesteś: na spotkaniu, we śnie, podczas jazdy samochodem, gdy bawię się z dziećmi, jak jem obiad, prasuje czy idę chodnikiem. Nie ma chwili w której Ciebie nie ma w mojej głowie. Cały czas analizuje wszystko, przeszłe sytuacje, słowa, nawet myśli. Dlaczego tak bardzo jesteś na nie …. ???
Po co wpajamy naszym dzieciom, że trzeba się uczyć, chodzić na angielski, pianino, czy jakieś dodatkowe zajęcia. Wpajamy im, że jak się będę uczyć znać angielski czy inny zjebany język to łatwiej dostaną dobrze płatna pracę i będą powielać nasz model życia, nauka-jeszcze wiecej nauki- zjebana praca-kobieta/mężczyzna- ślub-rodzina-dzieci-kredyt na 30-40 lat- emerytura do której połowa z nas nie dożyje – śmierć. Na chuj im to? Każdy tak robi nie zastanawiając się czego ktoś chce naprawdę i co chce w życiu robić. Ja niestety nie wiem jak chce spędzić swoje życie i czy powyższy model mi odpowiada. Pewnie kurwa że mi nie odpowiada ale nie mam alternatywy a nawet jak mam to nie jestem na tyle silny aby się wyrwać z tego kieratu i podporządkować się tylko i wyłącznie swoim marzeniom. Pewnie że chciałbym jebnąć to wszystko, wyjechać gdzieś na ciepła plaże i grzać tyłek patrząc jak fale obijają się o brzeg. Tylko czy wtedy bym był szczęśliwy ? Pewnie nie. Co wogle trzeba zrobić aby być szczęśliwym i pod koniec życia powiedzieć , że się je przeżyło tak jak się chciało. Jeżeli jutro miałby być mój ostatni dzień to mój bilans nie wyszedł by najlepiej, no oprócz dzieci. Mam pracę której nie lubię, jakiś kredyt z którego nic nie mam , ba nawet 2 albo 3, co miesiąc jakieś pieniądze które mi radości nie dają, tylko płace różne haracze na mieszkanie, dzieci, przedszkole, kredyty , samochód, benzynę i inne mniejsze lub większe badziewia. Jak nie masz ochoty się kąpać to się nie kąp, nie masz ochoty myć zębów to nie myj, nie chcesz iść do roboty to nie idź, nie chcesz mieć dzieci,żony itp. Nie miej. Rób tylko to co chcesz. Niestety nie znam nikogo kto tak robi. Poddałem się temu jebanemu uczuciu i tej wizji którą wszyscy nam wpajają i żyje tak jak inni i pewnie umrę z tym kredytem, żoną kochającą albo nie, zdradzającą mnie albo nie, dziećmi, które mnie raz kochają raz nienawidzą bo im czegoś zabronie albo nie kupie. Pojebany jest ten świat.
Dziś przeczytałem dobry wpis na blogu „życie jest dziwką” apropo codziennego życia, marzeń. Coraz bardziej uświadamiam sobie, że mi także takie życie jakie mam nie odpowiada. Korporacja 8h dziennie, dom – czy to sam u rodziców, czy sam z mieszkaniu Moniki z dziećmi. Jeden chuj zawsze to samo, nuda, codzienny wkurw. Jeden chuj sam nie wiem co gorsze. Alternatywy brak , bo nawet jak wymienię kobietę na lepszy [ czytaj - inny model - co wcale nie oznacza że będzie lepszy] ( jak na razie to ona mnie wymienia na życie beze mnie ) to nie wiem czy będę szczęśliwy, bo podstawy funkcjonowania się nie zmienią. Codzienna praca, w weekend działka z rodzinką albo jeszcze inny chuj. A gdyby tak spakować się, zabrać 10 koła do kieszeni i spierdolić z tego kraju w bliżej nie określonym kierunku , albo kupić barak i łowić ryby i jeść je codziennie? Czy wtedy był bym szczęśliwy ? Czy może zrobić sobie 10 letni trip po świecie i jeść resztki z kosza ale zwiedzać cały świat ? Nie znam nikogo kto miałby na tyle odwagi i postąpić w ten sposób. Nikogo kurwa, choć wielu o tym myśli i ma takie marzenia. Niestety ja też nie mam na tyle siły pierdolnąć papierem i powiedzieć, że by sobie te wszystkie tzw. projekty w dupe wszyscy wsadzili. Czy zostawił bym dzieci i pozbawił ich mojej obecności ? Pewnie że nie, ale szczerze mówiąc myślę o tym całym tripie i marzę sobie. Marzeń nikt mi nie zabierze. Od takie szybkie dzisiejsze przemyślenie po cyklicznym spotkaniu projektowym z moim klientem.
Tak sobie teraz myślę, a nawet nie myślę, chyba teraz jestem szczęśliwy, tzn. w tej chwili co teraz piszę. Nie wiem dlaczego tak jest ale jest. Już się przyzwyczaiłem że raz jest lepiej a raz gorzej. Rozmawiałem przed chwilą z Monika nt. Matka i jego wspinaczki. Bardzo mi się spodobał pomysł chodzenia z nim na wspinaczkę. Może w przyszłości będzie drugim Kukuczką ? Nie, nie musi być wystarczy, że będzie sobą i będzie robił to na co ma ochotę, pieprząc te wszystkie konwenanse i inne mało ważne rzeczy, które z pozoru są ważne w tym świecie zjebanym od pieniędzy bo przecież wszystko się kręci wokół pieniędzy. Ślub, rozwód, dzieci, teoretyczne szczęście itp.,itd. A gdybym był …. czy też byś nie kochała ? chciała bym, chciała. Była kiedyś taka piosenka. Niestety wszystko się kręci wokół pieniędzy i nikt już tego nie zmieni. Teoretyczne szczęscie jest jak się ma to czy tamto i jak patrze na siebie i swoich marzeń to też obracają się one albo obracały się wokół pieniędzy lub raczej tego co można za nie mieć, TV 55 cali, nowe mieszkanie, nowszy samochód, nowe ciuchy, 10 czy 30 para butów. Nie mam odwagi nie brnąć w ten konsumpcjonizm bo jak nie będę miał tego czy tamtego to oni powiedzą , że jestem gorszy. Kimkolwiek będą ci oni, mam ich w dupie. Zagubiłem nie tylko ja istotę szczęścia, to co naprawdę jest ważne w życiu. No właśnie ale czy wiem co jest najważniejsze w życiu i kto albo co jest tym króliczkiem, którego trzeba gonić i nigdy nie złapać ? Czy każdy z nas to wie ? Myślę, że mało kto. Wydaje mi się, że moim króliczkiem jest rodzina, pełna rodzina, kochająca żona/kobieta ( papier i kawałek żółtego metalu na ręku nic nie zmienia, jak nie utrudnia), która wspiera, nie ocenia, jest zawsze po naszej stronie. Puste słowa to co pisze a jednak prawdziwe. Rodzina ale musi to być rodzina szczęśliwa i nie może to być prowizorka rodziny, każdy jej członek musi być szczęśliwy mąż, żona, dzieci. Biorąc pod uwagę męża i żonę, jeżeli jedno z nich nie jest szczęśliwe i się męczy w związku, przychodzi do domu z niechęcią, boi się go, nie ma spokoju, ukojenia, oparcia w drugim partnerze, to po jakiego wuja taka pseudo rodzina ma się męczyć ? Trzeba gonić króliczka i może kiedyś się go dogoni. U nas nie było obiadu czyli tego wszystkiego co napisałem powyżej, to po co ma się męczyć ( jak jest teraz) choćby jedno z nas. Każdy podąża swoją ścieżką w przeciwnych kierunkach czy one się kiedyś skrzyżują ? Na pewno, choćby ze względu na dzieci i to jeszcze nie raz się skrzyżują. Jak dzisiaj czytałem jakieś teksty, że osoby w czasie ślubu myślały kiedy się rozejdą i rozwiodą to ja się pytam po kiego chuja zawracają ludziom głowę, karzą im przychodzić na jakiś ślub, dawać prezenty, marnować im wolną sobotę z której wyjdą z wielkim kacem. Może warto by też zacząć robić imprezy jak się ludzie rozwiodą ? Masakra jakaś. Ja nigdy nie myślałem o rozwodzie i zawsze myślałem że będzie to moja ostatnia kobieta w życiu i mimo wszystko cały czas jakoś mam to w głowie, że tak będzie. Znając ją nawet nie wiem w jakim jestem wielkim błędzie, ale co tam. Dzisiaj jak porozmawiałem z chłopakami co przeczytałem to się wszyscy śmiali, tylko Zosia przyznała mi rację w pewnym sensie. Każdy udaje że lubi swoją pracę , że jest szczęśliwy i nikt nie wiedział o co mi tak naprawdę chodzi. Pewnie sam nie wiem, ale dusze się w tym systemie jaki by on nie był. Kto może powiedzieć, że jest wolnym człowiekiem ? Chyba nie ten co ma kredyt na 30 lat nie daj Boże w CHF. A ja mam. Bank się ze mną ożenił na 30 lat i płace co miesiąc alimenty i spróbuj tylko nie zapłacić, to będzie rozwód i eksmisja na zbity ryj na ulicę z walizka przez okno, dokładnie tak samo jakbyś przeszedł do żony i powiedział że masz kochankę. I co jest najlepsze w małżeństwie z bankiem, że to On a nie ty dyma cie co miesiąc, na spredzie, dodatkowym ubezpieczeniu, dodatkowym koncie czy innych finansowych wygibasach o których nie mam zielonego pojęcia. To fakt, że w domu musi być cisza, spokój, szacunek, miłość. Bo niby gdzie jak nie w domu. Jak zrobić aby tak było ? ……… Wiem, że jak znajdę na to odpowiedz to dogonię tego króliczka, właśnie wtedy jak poznam odpowiedz na to pytanie.
Idę położyć Pitka spać. Dobranoc i kolorowych snów, karaluchy pod poduchy J